ESG 2024 – „license to bullshiting”
Tomasz Bartnik, One Eleven [O11E], Piotr Gąsienica-Daniel, One Eleven [O11E]

Treść dostępna dla członków PTBRiO

Niezależnie od słusznych i szczytnych motywacji dotyczących myślenia o ekologii, dobrostanie społecznym i tym podobnych, przełożenie tych intencji na operacyjny marketing czy komunikację marketingową, mówiąc delikatnie przeżywa drobny kryzys. Są oczywiście pozytywne przykłady działania marek z porządku ESG, ale te wyjątki w morzu chaosu nie czynią reguły.
Jest tak po pierwsze dlatego, że (poza nielicznymi wyjątkami) intencja stojąca za biznesem wchodzącym w programy i komunikację ESG jest często związana z zewnętrznymi regulacjami, które i tak muszą zostać wprowadzone lub próbami wypromowania faktu „szkodzimy mniej” i myśleniu o tym jak „zarobić” przy okazji komunikacji na ten temat, chociaż w długim okresie.Po drugie konsumentów marketingu, marek i produktów temat ten interesuje bardziej na poziomie „ezoteryczno” deklaratywnym, a nie behawioralnym. O ile oczywiście są i pojawiają się tematy, które niezwykle silnie angażują społecznie, ale ich związek z bardzo szeroką „półką sklepową” i wyborami konsumenckimi wydaje się znikomy.No i po trzecie i chyba najważniejsze. My jako „ludzie z branży”, wcale się temu nie dziwimy. Jak się popatrzy na marketing i komunikaty esg bardziej całościowo to jakość komunikacyjna i poziom perswazyjności jest niski. Znaczna część tych aktywności niemal ociera się o śmieszność, a wiarygodność kolejnych inicjatyw spada.
TAGI: ESG, purpose branding, branding for good

Przewijanie do góry