Treść dostępna dla członków PTBRiO
W marketingu jest, jak wszyscy wiemy, prawdziwa dżungla terminologiczna. Co chwilę pojawiają się nowe pojęcia, zwykle dość słabo zdefiniowane. Potem moda mija, ale nowe terminy pozostają. Mamy więc po pięć określeń na to samo, a stare koncepty są wielokrotnie recyclingowane pod nowymi nazwami. Są jednak takie dwa pojęcia, które w tym całym chaosie wydają się ostoją stabilności: emocje i racjonalność. Odkąd pamiętam, funkcjonują jako dwie sfery ważne dla marki, a różnica pomiędzy nimi nie jest przedmiotem kontrowersji. Wszyscy nauczyliśmy się intuicyjnie rozumieć ich definicje i nie ma na ten temat wielkich sporów (spory dotyczą ewentualnie roli, jaką powinny odgrywać w budowaniu marek, ale to już całkiem inna historia).
Tym, którzy zechcą przyjść na moje wystąpienie, chciałbym zaproponować inne spojrzenie na ten pozornie dawno wyjaśniony temat. W psychologii opozycja racjonalne-emocjonalne wygląda zupełnie inaczej niż w marketingu i chyba wszyscy możemy się z tego wiele nauczyć. Mam nadzieję, że będzie to bardzo inspirujące dla praktyków marketingu, brandingu, strategii i badań konsumenckich.
- opublikowano: